"Chłopi" w nordyckim wydaniu, czyli "Ziemia jest grzeszną pieśnią"

Kilka dni temu przeczytałam powieść autorstwa fińskiego pisarza Timo Kustaa Mukka "Ziemia jest grzeszną  pieśnią" (w oryginale  "Maa on syntinen laulu"). Opowiada o codziennym życiu Lapończyków z fikcyjnej wioski Siskonranta. Jej akcja toczy się w latach powojennych. Bohaterowie to mieszkańcy kilkunastu domostw. Ich losy przeplatają się, jednak najbardziej przybliżone zostaje nam życie rodziny Makela. 

Zanim sięgnęłam po tę książkę, spotkałam się z opinią, że jest to niejako fiński odpowiednik "Chłopów" Reymonta. Myślę że można to tak ująć. Jest to powieść obyczajowa w której obserwujemy losy pewnej społeczności. Mamy tu i mnóstwo opisów przyrody, której podporządkowane jest codzienne życie mieszkańców wioski, i wydarzenia dziejące się w ciągu roku, i Martę do złudzenia przypominającą Jagnę. Opisy przyrody w fińskim utworze nie zdają się nużyć czytelnika, są przeplatane narracją, akcją, dialogami. Myślę że przypadną do gustu nie tylko miłośnikom Północy. Z jednej strony napotykamy kaamos - " okres zimowego mroku. Słońce, które zapomniało wyjść spoza wzgórz ". Z drugiej, następujący latem czas, gdy " słońce nie zachodziło nawet i nocami(...)jego czerwona tarcza krążyła nad wsią świecąc dniem i nocą". 

Początkowo obawiałam się, że książka nie przypadnie mi do gustu że względu na mroczność, że będzie "za ciężka". Stało się przeciwnie- ciekawa, co wydarzy się za chwilę, "pożarłam" ją w trzy dni (pracujące) :) 
I tak, jak początkowo bohaterowie nie budzili mojej sympatii a ich poczynania pozbawione były dla mnie logiki, tak z każdą chwilą życzyłam im coraz lepiej, przyłączając się do modlitwy Alli o zachowanie życia bohaterów i opamiętanie dla Juhaniego. 

Pośród mrozu, bójek, surowości klimatu i obejścia ludzi, znalazł się epizod, który doprowadził mnie do śmiechu. Były to sceny z przyjezdnym kaznodzieją, którego kazania wypełnione górnolotnymi określeniami a przeplecione sugestywnymi obrazami, doprowadzały ludzi do ekstazy, wręcz orgii. Jakoś wesoło się robi, wyobrażając sobie jego płomienną przemowę wygłoszoną ze zmienną intonacją, pełną inwektyw  typu "wy nędzni ludzie", "skomlący szczeniaku" czy "wy Jezusowe szczenięta" a wywołującą lamenty, płacze, ryki i tarzanie się po ziemi słuchaczy. Niemniej jednak, humor sytuacji wynika z absurdu- w tej książce nie znajdziemy raczej śmiechu "prosto z serca".

I tak to właśnie jest, bohaterowie nie pokazują  swoich uczuć, mamy wrażenie że nie potrafią ich wyrażać bo w ich warunkach i kulturze nie ma na to miejsca. Gdy się to odkryje,  początkowa niechęć do postaci i poczucie dezorientacji ich zachowaniami znika. Jest to lektura pozbawiona typowych dla powieści psychologicznych dogłębnych  opisów stanów wewnętrznych postaci; widzimy co kto robi i mówi ale motywów i przeżyć musimy się domyślać. Raczej "Chłopi" niż "Zbrodnia i kara". 

Ogólnie lektura podobała mi się, żałuję że jest taka krótka- fabuła z powodzeniem mogłaby zostać poprowadzona dalej. Uwagę moją przykuł fakt, że Mukka w momencie powstania książki miał kilkanaście lat (19 gdy została wydana, dla porównania Władysław Reymont miał 37) ! Biorąc to pod uwagę, moim zdaniem wykazał się nieprawdopodobnym wręcz zmysłem obserwacyjnym i krytycznym. Książka na pewno przypadnie do gustu miłośnikom powieści obyczajowych i "skandynawiofilom". 

Komentarze